Macbook Pro i jego drugie życie

06 lutego 2015

Czyli długa historia o tym, jak Apple wymieniło mi za darmo płytę główną w komputerze z 2009 roku.

Komputer kupiłem od mojego dobrego przyjaciela (dzięki Michał!). Miał w założeniach być takim użytkowym komputerem domowym przeznaczonym głównie dla Magdy. Ja miałem stacjonarną maszynę, Windowsowego Lenovo i odliczałem miesiące Retiny. W ramach ucywilizowania strasznie wolnego w tamtym czasie komputera (SSD rozpieszcza) wymieniłem dysk na dosyć szybki 256GB SSD Samsunga i wsadziłem do środka 8gb RAM. Całość od nowości była zamknięta w skórzanej obudowie od MacAlly. Kompute prawie idealny.

Niestety w pewnym momencie, po jednej z aktualizacji OS X’a komputer „zgubił” numer seryjny. W komputerach Apple numer seryjny jest nie tylko wygrawerowany na spodzie komputera i pod baterią ale też zapisany na płycie głównej. Rodzi to pewne komplikacje bo np. po wymianie płyty głównej na nową należy nadać jej numer seryjny korzystając ze specjalnych narzędzi, do których dostęp mają jedynie autoryzowane serwisy Apple.

IMG_9529_1

Wracając do mojego komputera. W Informacji „Ten Mac…” zamiast numeru seryjnego pojawiło się: „System Serial#”. Brak numeru seryjnego nie miał żadnego wpływu na pracę komputera – postanowiłem się tym nie zajmować.

Problem zaczął się, kiedy pojawiła się aktualizacja do Yosemite, a tak naprawdę kiedy odebrałem do kuriera mój nowy telefon. Szóstka nie chciała spiąć się z innymi urządzeniami po Wi-Fi, nie działał ani Handoff ani Continty, na które byłem bardzo czekałem od samego początku. Wczesniej na wszystkich urządzeniach funkcja (iPhone’y, iPad’y) Handoff (dzwonienie i pisanie korzystając z komputera) działała bez zarzutu. Po przelogowaniu, pomiędzy Retiną, stacjnoarką, iPhonem, iPadem, wszystko działało, niestety Macbook nie mógł nawet połączyć się z iMessage i FaceTime – ciągła prośba o oczekiwanie zwieńczona komunikatem o problemach z połączeniem sieciowym.

Untitled-1

Początkowo odpuściłem, po 24 godzinach dalej nie działało. Podmieniłem dyski, na starym hdd miałem jeszcze był jeszcze 10.9 gdzie byłem zalogowany, to również nie pomogło -wyrzucało mnie z komunikatorów za każdym razem. Po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że chyba jednak warto skontaktować się z supportem – problem był związany z zaostrzeniem polityki ochrony użytkowników iCloud – serwer nie chciał autoryzować połączenia z urządzeniem które nie przedstawiało się numerem seryjnym zgodnym z UUID. Wszystko przez kilka aktorek których nagie zdjęcia „wyciekły” do internetu ;). Ten sam problem zaczął w niedawno trapić wszystkich użytkowników hackintoshy. Na forach temat był wieloktrotnie poruszany – bardzo obszerny wątek tutaj.

Pierwszy telefon do supportu. Bardzo miła rozmowa – opisałem problem, zostałem przekierowany wyżej, zadane zostało pytanie do działu inżynierów. Po kilku dniach pojawiła się odpowiedź, a ja zostałem poproszony o dostarczenie logów. Skorzystałem z przesłanego programu, upłynęło kilka dni i padła odpowiedź, że nie są w stanie nic zrobić i muszę przesłać komputer do serwisu. Był początek grudnia. Praca zmusiła mnie do zajęcia się całym problemem później.

Komputer w zasadzie działał ale nie do końca, a takie sytuacje irytują mnie najbardziej. Po prawie dwóch tygodniach – 17 grudnia komputer trafił do serwisu Cortland w Poznaniu. Oczywiście szybko dostałem odpowiedź z automatu, że teraz trwa diagnoza. Chwile później były święta i 29 grudnia nie wytrzymałem. Nie dostałem przecież z Cortlandu nawet wyceny. Niestety nie udało mi się dodzwonić do serwisu – na maile, wiadomości na facebook też nie raczyli odpowiedzieć.

IMG_9496_1

Z serwisem udało mi się skontaktować dopiero po Nowym Roku i wiadomość którą otrzymałem lekko mnie zaskoczyła. Usterka, której naprawa według wielu informacji znalezionych na forach, blogach, na zachodzie odbywa się w Apple Store w ciągu 20 minut nie została jeszcze nawet zdiagnozowana. Udało mi się uzyskać informacje, że serwis nie wie jak naprawić ten komputer i przesłał zapytanie do działu inżynierów. Dostałem też podpowiedź, zeby kontaktować się z supportem w celu przyspieszenia całego procesu. Odpowiedź miała nadejść wkrótce. Ja stopniowo traciłem cierpliwość. I dwa razy w tygodniu dzwoniłem do Polskiego Supportu Apple, szczerze mówiąc nie jestem pewien po co, bo dostawałem tylko informację, że cyt. „trzeba czekać”.

Serwis oczywiście dalej nie odpowiadał na maile – chyba, że za odpowiedź można uznać lakoniczny komunikat wywołany interwencją technika Apple. Przeglądając blogi znalazłem podpowiedź, żeby próbować przyspieszyć całą akcję kontaktując się z Apple Support za granicą. Bardzo pomogli też ludzie z iMagazine (jeszcze raz dzięki: Dominik, Norbert i Wojtek) Najpierw zadzwoniłem na brytyjski numer, tam nie dowiedziałem się niczego nowego, jedyne co mi zaoferowano to mail do polskiego konsultanta który zajmował się moją sprawą. Tydzień później po powrocie z pracy postanowiłem spróbować kontaktu z Apple Support w stanach.

Po krótkiej rozmowie z jednym konsultantem, zostałem przełączony do kogoś wyżej, następnie do naszej rozmowy dołączył ktoś z działu inżynierów. Całość trwała niemal godzinę, zostałem wypytany jeszcze o szczegóły tego problemu, o czas oczekiwania, wielokrotnie przeproszony. Moja sugestia „Just take my money already, I just wanna have my computer fixed” była tez przyjęta całkiem na poważnie. Co ciekawe support widział inne urządzenia spięte z moim kontem, pracownik pytał o wrażenia z użytkowania, przepraszał za opieszałość serwisu. Koniec końców usłyszałem, że od poniedziałku w systemie jest odpowiedź sugerująca wymianę płyty głównej i że taka propozycja naprawy zostanie wysunięta przez serwis oraz, że oni dołożą wszelkich starań abym pozostał zadowolonym klientem. Żeby było jasne wcale nie lamentowałem, powiedziałem tylko, że to jakiś żart żeby autoryzowany serwis, który przecież jest powołany do naprawy sprzętu nie był sobie w stanie poradzić niewielkim problemem naprawianym przy Genius Bar w każdym Apple Store. Panowie dali mnie na chwilę na hold, pogadali sobie sami, wrócili i grzecznie się pożegnali.

Ucieszyłem się, bo wizja zapłacenia 1200zł i odzyskania sprawnego komputera wcale nie była taka straszna – serio chciałem mieć to z głowy. Zabawne, że dzień później, w czwartek, Cortland nie widział poniedziałkowej notatki, nie widział jej również w piątek, a zobaczył dopiero po weekendzie. Co więcej co było w notatce poza zaleceniem wymiany płyty głównej? Informacja, że naprawa ma być wykonana za darmo, bez żadnych płatności z mojej strony.

IMG_9503_1

W poniedziałek serwis zamówił części, we środę dostałem informację o zakończeniu naprawy i planowanej wysyłce komputera, niestety ponownie serwis nie odpowiedział na maila. Postanowiłem olać i nie dzwonić. Dzisiaj mamy piątek i wszystko powyżej napisałem już na nowej klawiaturze mojego stareńkiego Macbooka, po 32 dniach roboczych…

Co to znaczy? To znaczy, że tak długo jak w Polsce nie ma Apple Store nie będzie też obsługi serwisowej z prawdziwego zdarzenia. Szczerze mówiąc to jakiś żart, żeby autoryzowany serwis potrzebował 32 dni roboczych na dokonanie tak prostej jak wymiana płyty głównej naprawy. W zasadzie potrzebował 30 dni roboczych na diagnozę, bo wymiana łącznie z zamówieniem części trwała 2 dni. Wygląda na to, że dopiero telefon do wsparcia technicznego w USA zdziałał cuda, niemożliwe stało się możliwe. Żeby było jasne, gdybym musiał za te naprawę zapłacić 1200zł, zrobiłbym to bez wahania. Ten komputer dzielnie pracuje od ponad 5 lat i mam zamiar używać go tak długo jak będzie działało na nim nowe oprogramowanie.

Najważniejsze, że Magda szczęśliwa, ma z powrotem swój komputer. I niech ktoś pokaże mi inną firmę, która swojemu wiernemu użytkownikowi robi prezent w postaci wymiany płyty głównej w komputerze z 2009 roku. Dodatkowo, kiedy czekałem na komputer przyszła długo oczekiwana bateria i teraz nie tylko w pełni działa ale pracuje na baterii nawet 5 godzin.